Najlepsza grupa w historii da nam jeszcze sporo radości
Najlepsza grupa w historii da nam jeszcze sporo radości

Według Słownika Języka Polskiego „niedosyt” to „stan nienasycenia”. W sumie logiczne, a w ostatnim czasie, właściwie w całym 2019 roku był to też stan, w jakim żyło wielu kibiców skoków narciarskich. Drużyna bez medalu mistrzostw świata? Porażka. Kamil Stoch bez Kryształowej Kuli? Szkoda. Początek pracy Michala Doležala? Wiadomo, niedosyt. Cóż, przyzwyczailiśmy się do tego, że sukcesy się nie kończą i wciąż chcemy więcej.

A jednak warto przy tym trochę ochłonąć i docenić to, co już jest. Stoch, Dawid Kubacki, Piotrek Żyła, Maciek Kot i Stefan Hula to najlepsze pokolenie w historii polskich skoków. Grupa, do której będą porównywani wszystkie kolejne. I rok 2019 też jako kadra mieli co najmniej dobry. Dekadę temu rozmowa o Pucharze Narodów dla Biało-Czerwonych byłaby przyjęta jako bajka, raczej z tych bardziej odklejonych od rzeczywistości. Tymczasem na koniec sezonu w Planicy Polacy odebrali go po raz drugi w historii. Na podium wchodzili Stoch, Kubacki i Żyła, poza wspomnianymi MŚ zazwyczaj oglądaliśmy Polaków na podiach po konkursach drużynowych. I tak jest od kilku lat.

Początek w dorosłych skokach dał tej grupie Łukasz Kruczek, a Stefan Horngacher wprowadził ją na poziom, o jakim większość nie śniła. Teraz jest Doležal, który zadanie ma bardzo trudne, ale przypomnę tylko, że w dwóch konkursach pod jego dowództwem, nasi skoczkowie byli na trzecim i pierwszym miejscu.

Doczekaliśmy się kadry, w której jest kilku zawodników gotowych, aby wchodzić na podium. Oczywiście wiem, co widać (czy raczej nie widać) za plecami najlepszych i wbrew temu, co czasem mówi prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner, są powody do niepokoju, ale to temat na inną opowieść. Wiem też, że nasze największe asy to też wiekowa grupa, najstarsza w stawce, ale nie ma dzisiaj powodu, żeby wysyłać na emeryturę Kamila i spółkę. Przeciwnie – są podstawy ku temu, aby wierzyć, że przed nimi jeszcze kilka tańców, w tym ten olimpijski w Pekinie w 2022 roku.

Ta historia zbliża się do końca, to jasne, ale jeszcze nie teraz. I nawet jeśli ten sezon będzie słabszy niż poprzednie, zdania nie zmienię. Adama Małysza (choć młodszego) też kilka razy odsyłali na emeryturę, a wracał i do końca, który sam sobie wybrał, był wielki, a później odłożył narty na własnych warunkach. Nie wiem, jaką drogą podążą nasze obecne gwiazdy, ale coś czuję, że dadzą wszystkim jeszcze sporo radości. Czego im, Wam i sobie życzę. W 2020 i kolejnych latach.

Kamil WOLNICKI/Przegląd Sportowy

Temp. -4℃
Wiatr 4,1km/h
całkowite zachmurzenie
Ruka
Temp. -7℃
Wiatr 1,93km/h
bezchmurnie
Nizhny Tagil
Temp. -2℃
Wiatr 0,5km/h
pochmurno z przejaśnieniami
Planica